czwartek, 23 marca 2017

Nowości kosmetyczne!

Cześć, cześć! Bardzo dawno nie było na moim blogu haulu, a zwłaszcza kosmetycznego. Ostatni typowy wpis z nowościami był chyba w listopadzie, więc zdecydowałam się wrócić do tego typu postów. Akurat uzbierało mi się kilka ciekawych rzeczy, więc jeśli jesteście ciekawi, co trafiło do mojej kosmetyczki, to  zapraszam do dalszej części posta!
Zacznę od żeli do kąpieli. Żel z Dove o zapachu kokosa mam już od listopada, ale jeszcze go nie używałam. Pachnie przepięknie. Niestety nie znam jego ceny, gdyż dostałam go w prezencie. :) Za to żele z Le Petit Marseillais zakupiłam na promocji z okazji Dnia Kobiet - dwa w cenie jednego (czyli za 14zł). Zdecydowałam się na zapach waniliowy oraz brzoskwiniowo-nektarynkowy. Mają bardzo ładne zapachy. Jeśli mam być szczera, to nigdy wcześniej nie miałam z nimi większej styczności i nie wiem czego się spodziewać. Używaliście produktów tej firmy? Koniecznie dajcie mi znać! 
Produktów do twarzy mam kilka i aż trzy z nich to dla mnie ogromne nowości. Różowy płyn micelarny do skóry wrażliwej z Garniera już od dawna kojarzę z blogowych recenzji i hauli, ale dopiero teraz zdecydowałam się go zakupić. Posiadam też ten w wersji zielonej, czyli do skóry normalnej i mieszanej. Od razu powiem, że ten zielony okropnie śmierdzi... wódką. Nie zauważyłam, aby jakoś mocno mnie podrażniał, ale nieziemsko przeszkadza mi jego zapach. W związku z tym z tych dwóch produktów polecam ten różowy. :) Oba kosztują około 20zł. Żel do mycia twarzy z Nivea mam już jakiś czas i sprawdza mi się bardzo dobrze. Ma delikatne drobinki i nie podrażnia. Kosztował około 15zł. Tonik ogórkowy z Ziaji znam już od wielu lat i często do niego wracam, tak samo jak do kremu z Dove. Tonik jest w cenie około 10 zł, podobnie w przypadku kremu, choć tutaj mogę się mylić. :)





Za to największym moim hitem wśród nowości jest serum różane z Bielendy. Polecała mi je koleżanka ze studiów i od tamtej pory szukałam dobrej promocji. Także kupiony został z okazji Dnia Kobiet. Skóra jest po nim przyjemna w dotyku i przede wszystkim jest wydajny. Kosztował mnie około 18zł, ale jego normalna cena w sklepie to zazwyczaj okolice 23zł.
Od jakiegoś czasu moje włosy zaczęły się buntować, puszą się i nie wyglądają najlepiej, jeśli nie nałożę na nie olejku. Postanowiłam przerzucić się na delikatniejsze szampony i zaczynam od Bambino. Kosztuje chyba w granicach 10 zł, ale nie jestem w stu procentach pewna. Za to kolejną, dużą nowością jest dla mnie suchy szampon. Jeszcze nigdy nie używałam tego produktu, ale myślę, że może się bardzo przydać. Zdecydowałam się na flower power z Aussie, ponieważ był w promocji (16zł). Zazwyczaj kosztuje powyżej 20zł.
 W związku z nadchodzącym sezonem na odkrywanie stóp zakupiłam kilka produktów, które pozwolą mi ogarnąć tę najbardziej zaniedbaną część mojego ciała. Zielona tubka od Green Pharmacy ma pomóc w gojeniu pęknięć, których na szczęściem nie mam. Jednak moje stopy są bardzo suche i dlatego zdecydowałam się na ten produkt. Był bardzo tani, bo kosztował około 7zł. Kremy z Barwy różnią się funkcją. Jeden jest chłodzący, do opuchniętych i bolących nóg, a drugi rozgrzewający. Oba na promocji kosztowały równo 5zł.








Zestaw Tender Care'ów sprezentował mi mój luby. Z poprzedniego zestawu mam jeszcze waniliowy i nie mam pojęcia, kiedy go zużyję. Zapas prawie do końca życia :)



Spray z FM jest moim zdecydowanym ulubieńcem od ponad roku, więc kiedy zaczął mi się kończyć, planowałam zakup kolejnego. Myślę, że jak na swoją wydajność (a jest ogromna!) nie jest to drogi produkt, bo kosztuje około 20zł.
Jako ciekawostkę kupiłam nowy pędzel do blendowania. Kupiłam go w Hebe za 16zł (cena ta jest dla posiadaczy karty Hebe). Nie wiem jak będzie się sprawdzać, ale jest miły dla oka. Mieliście okazję próbować tego typu pędzli?
To już wszystkie moje nowości z kategorii kosmetycznej. Mieliście styczność z tymi produktami? Macie jakieś nowości? Napiszcie mi w komentarzu!

sobota, 18 marca 2017

Zmiany! Co u mnie słychać?


Cześć! Dzisiejszy post będzie nieco inny, typowo lajfstajlowy, można by powiedzieć. Od początku roku zaczęło się u mnie sporo dziać, choć nie było to takie ogromne "boom!" jak pójście na studia. Dlatego też postanowiłam podzielić się z Wami moimi zmianami, próbami i postanowieniami na przyszłość. Jesteście ciekawi, co u mnie słychać? Zapraszam do dalszej części posta!



Największą zmianą dla mnie był zakup okularów korekcyjnych. Ale że ja? W okularach? A no właśnie! Już od listopada zaczynałam się skarżyć na ból oczu, a z czasem zaczęłam się męczyć na zwykłym przeglądaniu facebooka i czytaniu tamtejszych króciutkich postów. Nie będę wspominać o czytaniu materiałów na zajęcia, przecież filologia polska ma swoje obowiązki. Kiedy oczy bolały mnie całymi dniami powiedziałam sobie "dość!". Zrobiłam rozeznanie wśród znajomych i zdecydowałam się na Vision Express, ponieważ u zwykłego okulisty musiałabym czekać jeszcze dwa miesiące (zwłaszcza u tego, który już kiedyś mnie badał). Było szybko, choć w trakcie zaszła pomyłka i musiałam czekać jeszcze kilka dni, ale było warto. Czyta mi się o wiele lepiej, a i oczy nie są zmęczone. Choć cenowo pozostawia to wiele do życzenia... 








Wrócę na chwilę do stycznia, w którym spełniłam swoje marzenie! Śniłam o tym od dawna, wymyślałam, zastanawiałam się i wreszcie się odważyłam. Mój pierwszy tatuaż zagościł na lewym przedramieniu. Muszę przyznać, że jeszcze mi z nim dziwnie, nie do końca się do niego przyzwyczaiłam, ale jestem zadowolona! Choć pierwsze dni, z wyjątkiem bólu, były dla mnie straszne ze względu na uczucie pustki. Zupełnie tak, jakbym zgubiła swój życiowy cel. Może to i dziwne, sama tego dokładnie nie rozumiem i zastanawiam się czy każde spełniające się marzenie zostawia te głupie odczucie... Aż strach się bać... 


Kolejne zmiany w moim życiu są już drobniejsze. Zaczęłam się więcej ruszać, wracam z uczelni na piechotę, co daje mi już godzinny spacer, w weekendy staram się tańczyć w domu i wychodzić na rolki. Staram się ograniczać słodkości, ale to chyba moja największa pięta achillesowa! Wprowadzam do diety więcej warzyw i owoców. Może dla niektórych to oczywiste, że je się takie rzeczy, ale z rozpędu, braku czasu, potrafiłam zjeść jedno jabłko w tygodniu! Reszta to jakieś spaghetti, bułki z szynką i elo. Drobne kroczki są kluczem do sukcesu i mam nadzieję, że w tym roku zdobędę kolejny cel - bycie fit!


Były zmiany - to może teraz postanowienia? Przede wszystkim to wreszcie ogarnąć bloga, a dokładniej zdjęcia. Kocham blogi z fajnym, rzeczowym tekstem i pięknymi zdjęciami, które inspirują mnie do działania, wzmagają kreatywność i sprawiają, że jestem pozytywnie nakręcona przez większość czasu. Dlaczego więc nie robię tego u siebie? Odpowiedź jest jedna - leniwa ze mnie buła. Zdjęcia to tego posta wymyślałam przez dwa tygodnie, a zrobiłam dopiero dziś. Nie wiem jak w Waszym odczuciu, więc koniecznie mi napiszcie co o nich myślicie, ale w moim wyszły mi całkiem dobrze! 


Ja już się przyznałam, co u mnie słychać, więc teraz Wasza kolej! Obowiązkowo napiszcie mi co i wy pozmienialiście w swoim życiu od początku roku!

Zajrzyjcie też na mój fanpage na facebooku i instagrama, będzie mi bardzo miło!

I ostatnia rzecz - chciałabym zrobić Q&A, ponieważ bardzo dawno niczego takiego nie robiłam. Proszę Was o pytania, na które chcielibyście abym odpowiedziała! Do dzieła i do napisania! :)

piątek, 10 marca 2017

WINTER LOOKBOOK #14


Marcowa pogoda na razie nie rozpieszcza, a przynajmniej nie do końca. Czasami kropi, czasami wyjdzie słońce, leje, wieje, jest zimno lub ciepło. Nie jest to mój ulubiony typ pogody - takich zmian nie lubi moja odporność, przez co właśnie robię się "smarkata". Od tygodnia toczę walkę sama ze sobą, pijąc domowe syropki i ubierając się odpowiednio. Mam nadzieję, że poradzę sobie z tym na razie lekkim przeziębieniem - przecież nadciągające testy same się nie napiszą, a prezentacje same nie przedstawią.

Tę stylizację stworzyłam tydzień temu, kiedy słońce zaczęło rozpieszczać policzki... Niestety nie pomogło to zdjęciom, ponieważ musiałam każde obrabiać inaczej, przez co nie są jednolite. Kadrowanie to inna sprawa, ale to przez testowanie nowej metody robienia zdjęć. Być może zaraz uda mi się ją opanować :) W każdym razie zestaw składa się z bazowych ubrań, takich jak dżinsy, szara bluzka z długim rękawem oraz ramoneska. Botki są Wam już dobrze znane, zwykłe, czarne, proste i pasujące do wszystkiego. Wisiorek z zawieszką serduszkiem nabyłam już sporo czasu temu i zapomniałam o nim. Najwyższa pora go przeprosić, prawda? Uważam, że ładnie skomponował się z całym strojem. Bluzka z koronką jest od pewnego czasu absolutnym hitem. Zdecydowałam się na nią, kiedy była na wyprzedaży - teraz uczę się ją nosić. Mam na nią kilka pomysłów, więc na pewno nie jest to jej jednorazowy występ. Na początek postawiłam na coś prostego - co o tym myślicie?

 botki - Tamaris
ramoneska, szara bluzka - New Yorker
spodnie - sklep Magnolia
bluzka z koronką - Top Secret
wisiorek - nn