piątek, 27 lutego 2015

W oczekiwaniu na późną wiosnę...

Zima już raczej nie przyjdzie. Definitywnie mamy wczesną wiosnę. Jest łyso, topią się resztki śniegu, przez ogródek nie da się przejść bo błoto... I zmienność pogody. Jest już ciepło, zmieniamy kurtki na wiosenne, a później, jeśli ma się takie szczęście jak ja, siedzi się w domu z chorymi zatokami. Brzmi sceptycznie, prawda? Może, ale ja po prostu nienawidzę tego okresu w roku. Jest nijako i przez następne tygodnie będę próbowała się zmotywować do życia i nie rozchorować się jeszcze bardziej. To nie tak, że nienawidzę wiosny. Lubię, ale tylko wtedy, gdy przyroda wreszcie obudzi się. Dlatego prawie cały czas oglądam kolorowe obrazki i wyglądam na bure podwórko. Już nie mogę się doczekać końcówki kwietnia i maja!



źródło: weheartit






środa, 25 lutego 2015

Realizujmy swoje postanowienia! Czas schudnąć do wakacji...

Wraz z przyjściem nowego roku wymyślamy listę postanowień. Ktoś po raz kolejny rzuca palenie, ktoś zacznie zbierać na wakacje, a ktoś powie kluczowe słowa: schudnę do wakacji.

Kojarzymy to od razu z największym kłamstwem. Jednak dla mnie jest to klucz. I tylko od nas zależy czy otworzymy drzwi, albo odwiesimy go na półkę.

Do wakacji zostały mniej więcej cztery miesiące. Najwyższa pora na wyrzucenie listy wymówek i wzięcie się w garść. To jednak nie jest takie łatwe, ale do zrobienia.

Moim marzeniem, jak wielu innych zwykłych dziewczyn, jest piękne, wysportowane ciało. Na takie efekty potrzeba dużo czasu, cierpliwości i wytrzymałości. Myślę, że warto, jednak mi samej jest ciężko.


Jak się zmotywować? Odpowiedzi jest wiele, ale ja mam ciekawszy sposób. Zakład. Może brzmi to jak predyspozycja do zostania hazardzistą, ale jeśli założymy się o coś chcemy dopiąć swego i mieć z tego korzyści. Ja osobiście nienawidzę organizacji randek. A co dopiero organizacja całego weekendu! Jeśli wygram, będę miała "boski weekend" i... super ciało.
Innym moim sposobem to po prostu chęć zmiany na lepsze. Chciałabym być również modelką (przynajmniej fotomodelką), a wysportowane ciało wydaje mi się być bramą do kolejnego poziomu.
U mnie jest jeszcze coś na kształt dumy. Urażeniem mojej dumy jest moje lenistwo. Nienawidzę tego, lecz ciężko mi z tym walczyć. Dlatego droga do wymarzonego ciała będzie dla mnie walką z samą sobą. Jeśli pokonam swoją słabość - będę silniejsza. Jeśli nie - dalej będę się nienawidzić.

Moim zdaniem motywacja jest sprawą indywidualną. Każdy ma swój cel i pod innym kątem go widzi. I niech tak pozostanie.


Co zrobić, aby też motywacji nie stracić? Uważam, że nie ma sensu zakładać, że będzie się mieć np. chude nogi jak u laski powyżej. Nie każdy ma taką budowę ciała. Jeśli wyznaczymy sobie realny cel będzie nam zdecydowanie łatwiej. Ja nie zakładam, ze będę aż tak chuda. Zakładam, że jeśli będę regularnie ćwiczyć, moje ciało będzie jędrne i bardziej wysportowane. Jeśli będzie lepiej, będę się cieszyć.
Trzeba się także uzbroić w cierpliwość. Życie to nie Simsy. Nie wystarczy ćwiczenie jednego dnia, aby schudnąć :D Efektów nie będzie widać od razu, ale na nagrodę warto poczekać.


Co z dietą? Jeśli dalej będziemy pochłaniać "smakołyki od maka", ćwiczenia g... nam dadzą. Nie mówię aby od razu drastycznie zmieniać dietę. Zalecane jest 5 posiłków dziennie, o stałych porach. Nie trzeba się nie wiadomo ile opychać. Niejedzenie zbyt tłustych potraw, zamiana białego pieczywa na razowe i nie podjadanie dzień w dzień po 5 batoników lub 3 paczki czipsów zapijanych colą (zamieńmy cole na wodę niegazowaną, a przekąski na orzechy i owoce). Nie zmuszajmy się też do spożywania czegoś, co w ogóle nam nie smakuje. Nie tędy droga. Ja np. nie tknę owsianki, choć na zdjęciach wygląda apetycznie. Po prostu nie lubię takiej "ciapy".
Jeśli chodzi o słodycze, to znalazłam ciekawy sposób na to. Oczywiście nie dla każdego, ale na mnie akurat podziałał. Codziennie rano, przed śniadaniem, piłam wodę rozrobioną z łyżką miodu. (woda była letnia, aby miód nie stracił właściwości) Herbatę także słodziłam miodem. Było mi tak słodko, że nie tykałam słodyczy :)


Jakie ćwiczenia? Tu mamy szeroki zakres. Możemy biegać (jak ja tego nienawidzę!), jeździć na rowerze, kręcić hula hop, skakać na skakance, iść na siłownię, pływać lub ćwiczyć przed komputerem z youtube. Jeśli coś Ci się nie podoba lub jest jeszcze zbyt ciężkie po prostu to zmień. Nie musimy od razu ćwiczyć na nie wiadomo jakim poziomie. Małymi krokami do celu. Jeśli chodzi o ćwiczenia to wybieramy zależnie od gustu i możliwości. Ja nie ćwiczę z Chodakowską, choć kobieta stworzyła treningi, które na prawdę wiele dają. Mnie po tygodniu bardzo bolały kolana, a to tym bardziej nie tędy droga. Pod spodem moje niedawne odkrycia oraz dwie kobiety, które idealnie do mnie przemawiają:

(Uwielbiam Mel za jej podejście i pozytywną energię!)

(Tiffany ma świetny trening na boczki, bardzo polecam!)

(od razu zaznaczam, że nie jestem fanką Miley, ale te ćwiczenia są boskie)

(Trochę ciężkie, ale warto spróbować :) )


Pamiętamy o rozgrzewce i rozciąganiu! :)

Mam nadzieję, że podoba wam się tego typu post motywacyjny. Jest to po części motywacja także dla mnie, nie chcę się poddawać. A jakie Wy macie metody na motywację? :)

piątek, 20 lutego 2015

Co ciekawego można znaleźć na wyprzedażach?

Czas wymienić garderobę. Mam jeszcze w szafie jakieś bluzy z podstawówki! A wymiana garderoby do tanich nie należy... chyba że trafiamy na ogromne wyprzedaże, choć wtedy lepiej warto nie tracić głowy. W mojej szafie brakuje prawie wszystkiego, więc zakupy robione były bez bardziej konkretnego celu. I w tym przypadku wyszło mi to na dobre!



ramoneska (z 200zł na 40zł!); spódnica - New Yorker
bluzka z frędzelkami (140zł na30zł); torebka - Stradivarius


poniedziałek, 9 lutego 2015

Królewska kolacja

Czy jest coś lepszego niż ciepła pizza w naprawdę dobrej pizzerii? Jest. Pizza domowej roboty. Dodajesz wszystko to, na co masz ochotę, a przede wszystkim wiesz, co dodajesz.

Ten przepis jest u mnie w domu przez bardzo wiele lat. Już dwoma sporymi kawałkami można się nieźle najeść. Ciasto jest przepyszne, choć jeśli ktoś nie lubi drożdży, to niestety musi poszukać innego przepisu.

2 szklanki mąki pszennej
5 dag drożdży
1 szklanka mleka
2 łyżki masła
1/2 łyżeczki soli

Drożdże rozpuszczamy w mleku, lekko podgrzewając (mleko nie może zostać przegrzane, ponieważ ciasto później nie urośnie. Najlepiej szybko rozpuścić drożdże i wyłączyć palnik :) ) . Do miski wsypać mąkę, dodać masło, sól i wlać mieszaninę. Wszystko zagniatamy. Ciasto będzie trochę rzadkie, dlatego lepiej dosypywać mąkę 2-3 razy. Zostawiamy przykryte ścierką na 30 minut.

Blachę wykładamy papierem do pieczenia i smarujemy go olejem/oliwą. Ciasto wykładamy i kształtujemy.

Teraz czas na farsz. I ta część jest najlepsza. Możecie dodać to co tylko wam się wymarzy. Zazwyczaj smaruję delikatnie koncentratem pomidorowym, kładę na to szynkę, krojone warzywa i masę sera. Tym razem położyłam na połowie boczek, ser i jajka, a na drugiej połowie salami, ser i mozarellę. I oliwki. Pyszności :)

Piekarnik nagrzewamy do 230 stopni i pieczemy pizzę przez 20-30 minut.

zdjęcia nie aż tak tragiczne...

Co sądzicie o takiej kolacji? 

Instagram