niedziela, 31 maja 2015

...

Warto posiadać jakąś pasję. Nie siedzenie w telefonie. Nie gnicie przed komputerem. Nie rozpowiadanie o swojej rzekomej pasji, do której nawet nie potrafimy przysiąść. Miejmy to hobby, z którym będziemy związani nie przez uzależnienie, a przez samą radość tworzenia...

Bo człowiek bez pasji nudzi swoją duszę...

fotografie wykonał Łukasz Dawidowski - TUTAJ

poniedziałek, 25 maja 2015

New in! Litwa - Kowno

 Dziś kolejny post z cyklu moich nowości. Na dniach pojawi się jeszcze jeden taki post i na jakiś czas to koniec, obiecuję! Weekend spędziłam na Litwie. Większość czasu spędziłam na kramie i na handlowaniu. Było ciężko, ale udało się to jakoś przeżyć! (Na imprezie spałam może 9 godzin. Pierwszego dnia byłam po całych 24 godzinach bez snu!) Nie miałam czasu na wiele atrakcji, ale udało mi się podpatrzeć taniec brzucha i niesamowite wyczyny 2 osób.
 Udało mi się także wyjść na kramy nie tylko w celu wymienienia banknotu na monety. Nie mogłam utrzymać wzroku na wodzy. Działo się dużo. Bardzo dużo rękodzieła i innych ciekawych rzeczy. A tak mało pieniędzy...


 Zacznę od rzeczy, które moim zdaniem będą najbardziej przydatne w moim "reko życiu". Udało mi się znaleźć w miarę tanią i odpowiednio miskę, tanią łyżkę i te coś do miodku :) Korzystanie z jednej miski na 2-3 osoby jest problematyczne, więc posiadanie swojej własnej jest zbawienne.


Teraz ozdoby. Zapinka do płaszcza jest bardzo przydatna i wygląda o wiele ładniej niż jakieś dyndające sznurki. Udało mi się ją kupić za w miarę rozsądne pieniądze. Pierścień dostałam w prezencie od mojego chłopaka. Jestem z niego przeogromnie zadowolona!


 Zostając na chwilę przy ozdobach. Pokusiłam się na przecudowne kolczyki! Nie mogłam się zdecydować, aż w końcu wybór padł na tę parę. Uważam, że są oryginalne, nawet trochę bardziej niż reszta tamtych na wystawie.
A nawiązując do tego sklepu - kobieta miała tam niesamowite rzeczy. Broszki, kolczyki, inne ozdoby i nawet szkatułkę zdobione muszelkami. Same cuda!


 Przeskakujemy na chwilę do rzeczy spożywczych. Na pierwszym zdjęciu widać trzy batony typowe dla Litwy, swoją drogą brązowy jest bardzo smaczny. Zakupiłam także herbatkę zdrowotną. Nazywa się ona "Czysta krew" i jest nieziemsko smaczna. Dla każdego smakosza jak najbardziej.


 Kupiłam także słoik cukierków. Z myślą o poczęstowaniu moich znajomych, oczywiście :)


 Zostały mi tylko nabytki pielęgnacyjne. Dla mamy kupiłam mydło o zapachu "kapuczino", choć mi bardziej kojarzy się z zapachem czekolady gorzkiej. Ma nawet ozdobne ziarenka kawy! Ja skusiłam się na naturalną pomadkę.




Jeszcze w bonusie dam wam kilka zdjęć, które mi udało się zrobić podczas chwili wolnej. Za dużo nie widziałam, niestety. Szkoda, bo działo się na prawdę dużo. Możecie zobaczyć filmik. - TUTAJ. Uważam, że na prawdę warto wybrać się kiedyś na taką imprezę. Można dowiedzieć się czegoś ciekawego, zobaczyć niezwykłe pokazy i przy okazji nabyć na prawdę kilka fajnych rzeczy :)





poniedziałek, 18 maja 2015

W oczekiwaniu na lato!

 Marzy mi się już lato - wieczorny grill lub ognisko, spanie w namiotach, kąpiele w jeziorze lub morzu... Do tego wysoka temperatura, nocna burza, piasek na stopach i podróże... A to wszystko za 1,5 miesiąca! Sama do końca nie wiem gdzie się wybiorę w te wakacje. Bardzo chcę znów odwiedzić Morze Bałtyckie, być może Trójmiasto. Planowane kilka wyjazdów rycerskich i długie spacery po łąkach. Kto wie, może odwiedzę w tym roku jakiś festiwal?
 Jednak na razie są to tylko plany. Często ćwiczę, aby wyglądać świetnie w kostiumie kąpielowym, staram się dbać o ciało, aby nie było "przypału". Typowe przygotowania, jednak idą mi lepiej niż w poprzednich latach. Ważnym planem jest także zdanie z sympatycznymi ocenami. Później się pomyśli nad resztą :)

A jakie są wasze plany na lato? Przygotowujecie się na nie?


niedziela, 10 maja 2015

Byczyna - relacja

 Szkoła rozłożyła mnie totalnie! Jestem tak leniwa, że to się w głowie nie mieści... Zapraszam więc na relację z mojej wycieczki :)


 W czwartek rano wyjechaliśmy z naszego miasta. Była to długa, dziesięciogodzinna podróż. Z przerwami, oczywiście. O 18 byliśmy na miejscu. Bardzo podobał mi się krajobraz, gród oraz miejscówka, w której rozbiliśmy obóz. Mieszkaliśmy obok zagrody ze zwierzętami (w tym sąsiadowaliśmy z lamą!). Mieliśmy świetne widoki na walki kozłów. Później, jak się okazało, było to idealne miejsce do spania - było o wiele ciszej niż na początku lasku...
 W piątek wieczór bawiłam się także z Czechami. Uczyli przy ogniu różnych tańców. Niesamowicie zabawni i przyjaźni ludzie, zarazili mnie pozytywną energią do końca dnia :)


 W piątek udaliśmy się do kościoła na pasowanie czterech rycerzy. Na części nie byłam, niestety, gdyż siedziałam na zewnątrz z powodów, które pominę. Następnie powróciliśmy do grodu na śniadanie. Od dwunastej do dwudziestej odbywała się masa warsztatów i pokazów - nie wiadomo było gdzie się podziać! Uczyłam się pisać piórem, tkać na krośnie, tańczyć, rzucać nożami, toporkami i oglądałam niesamowity pokaz alchemiczny! Wieczorem w karczmie zorganizowaliśmy dla naszego Komtura przyjęcie urodzinowe. Było bardzo wesoło! Tak samo jak przy późniejszym ognisku z ludźmi z Łęczycy :)









 W sobotę odbywały się jeszcze turnieje i pokazy, zaraz po powitaniu bractw rycerskich (Niemcy, Austria, Czechy, Chorwacja, Białoruś, Węgry, Ukraina i oczywiście Polska). Moja drużyna brała udział w turnieju łuczniczym, prócz kilku osób (w tym mnie, byłam odpowiedzialna za co innego). Najbardziej podobał mi się pokaz sokolników z Czech. Ptak był niesamowity! Działo się dużo i pogoda również w tym pomogła :)
 Noc tradycyjnie przy ognisku, ale tym razem z ludźmi spokojniejszymi - naszymi bliskimi sąsiadami. Odwiedzili nas wtedy Białorusini - pięknie grali i śpiewali, aż szkoda, że tylko przez chwilę. O trzeciej w nocy, wracając z tojka, mnie i koleżankę zaczepili dwaj mężczyźni, a wyglądało to tak: jeden w kapturze, drugi z mieczem w dłoni. Opowiadali nam o internetowej grze w bierki, o tym, że kolega w kapturze jest śmiercią oraz że trzymam magiczny zwój (papier toaletowy). Przekazał nam zaklęcie na odgonienie się od śmierci i jej dance macabre. Potem odeszli. Było to dziwne, ale i bardzo zabawne :D


 





 







Niedziela to czas pożegnania i wyjazdu. Wielka szkoda, bo z tymi wspaniałymi ludźmi spędziłabym o wiele więcej czasu. Za rok się tam nie wybiorę z powodu matur... Będę tęsknić za tym przez dwa lata, choć być może pojedziemy tam jeszcze we wrześniu :)

Instagram