niedziela, 30 sierpnia 2015

Drygały 2015 - relacja z wyjazdu


Tak jak napisała Rena - spodziewałam się czegoś średniowiecznego... I jest! Był to ostatni wyjazd w sezonie. W roku szkolnym być może gdzieś uda mi się wyjechać lub przedstawić nowe ubrania średniowieczne, które obecnie szyję. Wyjechaliśmy w piątek. Było okrutnie zimno, więc nie odstępowałam ogniska dopóki nie poszłam spać... Położyłam się około trzeciej w nocy. A nocowaliśmy w mega dziurawej stodole :)


Ach ten cudowny zapach siana i słomy... Szczerze mówiąc spało mi się świetnie i nic mnie nie bolało, a udało mi się położyć na jakiś deskach przykrytych słomą... Brawo ja! W ciągu następnego dnia było gorąco, chodziłam w samym gieźle. Gdy słońce schowało się za chmurami ja zakrywałam się płaszczem...
Brałam udział w turnieju łuczniczym, chyba po raz pierwszy od miesiąca. Dawno nie strzelałam, ale nie poszło mi najgorzej jak na długą przerwę i brak treningów :)


Odbyły się także walki rycerskie. Chłopaki walczyli dzielnie, choć niektórzy nie mieli już siły nawet na zdjęcie hełmu. Na ostatnim zdjęciu widać iście krakowską walkę - Owca kontra Smok! :)


Odbył się także bieg dam. Miałam 6 miejsce, ale ze względu zawyżonej ilości nagród udało mi się dostać upominek. Kiedyś na pewno pokażę, teraz nie mam zdjęcia... Najbardziej podobało mi się przejście przez rów z wodą, który służył później do ochłody dla wszystkich oraz skok przez kozła. Brał udział także jeden odważny mężczyzna - Owca. Fajnego mam chłopaka, co nie? :D


Była także inscenizacja. Mam mało swoich wyraźnych zdjęć - stałam na drewnianej wieży tuż za kolegą. Podczas przedstawienia bawiłam się świetnie. Zwłaszcza z komentarzy nie przeznaczonych dla widzów ;) 


 


Zebrałam się wieczorem z moim chłopakiem. Niestety cały dzień nie najlepiej się czułam. Bolał mnie brzuch, a wieczorem głowa. Dziś (30 sierpnia) było troszkę gorzej niż wczoraj, ale przeżyłam... Resztę do oceny zostawiam wam oraz wstawiam kilka ciekawych zdjęć :)

 
 Kotek Lucyfer :)
I najlepsze zdjęcie z całej imprezy! 

wtorek, 25 sierpnia 2015

#Back to school ~ przybory


Oto kolejny post z cyklu "Back to school". Zostało już niewiele czasu, a ja wciąż nie mam dwóch najważniejszych rzeczy - plecaka i piórnika. Mam nadzieję, że uda mi się coś w miarę szybko znaleźć. Dziś pokażę Wam co mi udało się upolować. Od razu wybaczcie za jakość. Kilka zdjęć robiłam dziś, a za oknem jest niesamowita szarówka i deszcz. Także światło jest tego winą :)


  Zacznę od zeszytów. Dla mnie to bardzo ważna rzecz - okładka zeszytu musi być ładna! To potrafi poprawić mój humor z rana, kiedy muszę wytężyć swój umysł. Musi być też twarda. Nie lubię pogiętych okładek... Duże zeszyty kupiłam w Carrefourze w bardzo korzystnej cenie - 5zł. Małe dorwałam w Biedronce (zeszyt w kropki jest jedynym w linie - nie widziałam takiego w kratkę :( ), z wyjątkiem "life is perfect". Ten znalazłam w textil market ;)


  Słownik polsko-angielski to zdecydowanie mój najlepszy zakup! Za 15 zł (Biedronka oczywiście) takiej rzeczy aż szkoda nie kupić! Samoprzylepne karteczki to świetna pomoc i przypominajka. 



  Ostatnie są wszelkie ołówki, długopisy, zakreślacze, nożyczki, klej i korektor. Bez tego trudno żyć!

Polecacie jakieś dobre, solidne, ładne i przede wszystkim duże plecaki? Mój niestety się zepsuł... Takie na wielkość, abym mogła schować tam kurtkę zimową :D (nie żartuję!)

Instagram