Goodbye 2015

Jutro ostatni dzień grudnia i roku 2015. Szczerze mówiąc jego końcówka nie jest dla mnie mega szczęśliwa. Afera podczas 18stki, śmierć mojego kotka, nie najszczęśliwsze święta, śmierć drugiego kotka związanego bardziej z moim ojcem, a teraz jeszcze nieznośny ból głowy, który przejdzie mi, znając życie, za tydzień. Czuje się jakby cały świat wypiął się na mnie tyłkiem i próbował jeszcze bardziej pogrążyć. Ale cóż, dno i wodorosty, ale podobno maseczka z mułu i wodorostów działa cuda. Staram się nie załamywać doszczętnie, choć jest ciężko. 

Cieszę się, że ten rok się kończy. Nowy rok, nowa ja. Choć w sumie nie wierzę do końca w moc postanowień noworocznych. Jeżeli chcemy coś zmieniać to lepiej zacząć od teraz i nie czekać na nowy rok, poniedziałek itd. Po co odkładać na jutro, skoro można już dziś mieć to z głowy? To tak jak z myciem naczyń - pozmywasz dziś i jutro będziesz miał wolne. Jednak też postawiłam sobie cele, do których dążę już od pewnego czasu.

Głównym celem jest... akceptacja siebie i swojego ciała. Nie wiem ile to razy spoglądam w lustro z obrzydzeniem, a później dołuję się przed komputerem pochłaniając tabliczkę czekolady i tyjąc jeszcze bardziej. Nie lubię w sobie brzucha - wypukły jak w ciąży, wstyd założyć obcisły top jak ze spodni wszystko mi się wylewa. Jestem świadoma, że wypukłego brzucha się nie pozbędę - taka moja figura. Co najwyżej mogę go zmniejszyć, choć jest to długa droga pełna łez, zakwasów i chwil szczęścia. I wyrzeczeń, czego nie lubię najbardziej. 

Nauczyć się chodzić na obcasach. Kupiłam sobie nowe buty na studniówkę. Czarne, skórzane, na średniej wielkości obcasie. Aby było zabawniej na ponad 10 centymetrowych butach na platformach szalałam jak Roszpunka z "Zaplątanych", kiedy wyszła z wieży. W tych prześcignie mnie staruszka pędząca na promocję w Biedronce. Po pierwszym założeniu na pół godziny i zdjęciu ich poczułam jak krew wypełnia mi palce. Tak, powróciła do żył w palcach! Było to ohydne uczucie, ale buty trzeba rozchodzić. Od ponad miesiąca staram się choć przez chwile pochodzić w nowych butach. Już wytrzymuję do 1,5 godziny! Ale co do chodzenia to nadal jest licho. Prawie jak Natalia z topmodel ...

Mniej się przejmować. Nie wiem ile razy coś drobnego mnie doprowadza do szału. I nie, nie mówię tu o kłótniach - to wkurza każdego. Irytujące zachowania (np. wmawianie mi, że odtrącamy kogoś, gdzie prowadzona jest NORMALNA rozmowa w grupie znajomych, a ten ktoś co przerwę lata na fajka, albo siedzi w telefonie. Ta, odtrącenie) (Wymyślanie nowych wymówek na niechodzenie do szkoły. Bo chora, bo to, bo tamto. Ludzie! Ja potrafię zapieprzać do szkoły z bólem głowy jakby migrenowym, na silnym antybiotyku, z bolącymi stawami kolanowymi i okresem, co jest równoznaczne z cruciatusem - to z Harrego Pottera- w brzuchu! Nie mówcie mi, że się zwalniacie, bo wam się zakręciło w głowie!) Chyba pora przestać się martwić o edukację znajomych, którzy jeszcze nie dorośli... 

Zmienić swój styl. Tak, znowu przechodzę przez etap - moje ubrania są dziecinne! Patrząc w zapchaną szafę nie mam się w co ubrać. Dlatego mam w planie posprzedawać kila rzeczy, dorobić sobie trochę i kupić coś na moim obecnym poziomie. Ta, najlepiej całą szafę...

ZDAĆ MATURĘ I DOSTAĆ SIĘ NA STUDIA! Ale najpierw zdecydować się, na które studia chcę iść (kierunek) Ciężko mi, mam miliony pomysłów, a okazuje się, że takie braki... No nic, pora wziąć się w garść...

I właściwie to wszystko. Drobne cele zawsze się znajdą po drodze. Mam nadzieję na duże zmiany na lepsze, jak już przebiję się przez muł i odbiję się od dna. Życzę wam szczęścia i sukcesów w Nowym Roku!



Komentarze

  1. przykro mi, że nie miałaś udanej końcówki roku, ale oby ten 2016 był najlepszym jaki może być :* też mam w planach 'wymianę' zawartości szafy :D
    blog: optymistka.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Każdy komentarz (ten sensowny) to dla mnie motywacja, dziękuję <3

Popularne posty