piątek, 29 kwietnia 2016

The End

 Aż ciężko mi w to wszystko uwierzyć. Od 10.00 mogę się już uważać za absolwentkę liceum ogólnokształcącego o profilu humanistycznym. To niewiarygodne. Jeszcze przed chwilą dopiero co wchodziłam do szkoły na apel mający na celu powitanie pierwszorocznych, stres przed koceniem (choć bezcelowy, ludziom już się zwyczajnie nie chciało), bawiłam się na studniówce i nagle.... skończyło się. Teraz zostały już tylko, a raczej aż matury. Dlatego kolejny post pojawi się po 9 maja. Akademia ukończenia szkoły była rewelacyjna. Po raz ostatni miałam przyjemność zaśpiewać na szkolnej scenie i spędzić miło czas w murach szkoły. Czeka mnie jeszcze impreza klasowa, więc wywodów nie przedłużam. Za wszystkich maturzystów trzymam kciuki!



piątek, 22 kwietnia 2016

Mój pierwszy raz z ... paletą korektorów z wibo!

 Kolejny kosmetykowy post. Uwielbiam się malować, choć zazwyczaj bardzo mi się nie chce wstawać wcześnie rano i finalnie chadzam cały dzień bez makeupu. Pomimo tego, że jestem leniwa, to promocja rossmannowa i mnie zaciągnęła do sklepu, a to dopiero początek. Często słuchałam wielu opinii na temat korektorów do zadań specjalnych. Przewijały się różne marki, aż w końcu trafiłam na tą tanią. Po co mam kupować coś, co może się nie sprawdzić i kosztować mnie fortunę, skoro wydam grosze i jak mi nie podpasuje to nie będę żałować. Skusiłam się. Dziś zobaczycie mój test nakładania na żywo!

Paletka korektorów z wibo zawiera w sobie korektor zielony na przebarwienia, korektor różowy na sińce pod oczami, korektor jasny na maskowanie wyprysków i korektor brązowy do modelowania twarzy. Na kultowej rossmannowej promocji kosztowała mnie około 7zł, bez promocji kosztuje około 14zł. 



Zaczynamy. Oto ja całkowicie bez makijażu. Mimo faktu, że wiem jak wyglądam bez tapety, to to zdjęcie dowodzi, że powinnam się malować częściej.
Zaczęłam od przebarwień, wyprysków i sińców. Użyłam tylko korektora różowego i zielonego. Bardzo przyjemna konsystencja, fajnie się nakładała i ładnie się rozcierała.
Jasny i ciemny korektor nałożyłam na twarz pokrytą podkładem. Nie zawiodły mnie - również fajnie się je rozcierało. Dużym plusem jest też fakt, że nie potrzeba było ogromnych ilości, aby efekt był rewelacyjny!
Na sam koniec dodałam jeszcze róż w kremie marki essence i dokończyłam makijaż. Pora na test w terenie!

Plusy:
paleta jest bardzo tania,
jest też wydajna - nie potrzebowałam wiele do uzyskania efektu
nie czułam efektu maski, który zdarza mi się czuć po niektórych produktach
bardzo dobrze maskuje sińce pod oczami i przebarwienia
delikatnie pachnie

Minusy:
obawiam się o trwałość opakowania

A Wy jakie macie doświadczenie z tego typu paletkami? :)

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Zirytowany post

Czasami życie mnie irytuje. Choć staram się czerpać szczęście ze wszystkiego to okazuje się, że wcale nie jest to takie łatwe. Tydzień temu mnie nie było. Moja wymówka? Brak satysfakcjonującego pomysłu. I od razu irytacja, ale wiem, że gdybym wtedy na siłę coś pisała to byłabym niezadowolona z efektu. Potem sobota. Brak czasu, a raczej porządki i goście. Irytacja. Niedziela? Deszcz od rana do siedemnastej. To właśnie wtedy, o zachodzie słońca, wściekła jak osa umówiłam się z przyjaciółką na zdjęcia, które przekładane były z powodu pogody. Poniedziałek? Pogoda piękna, ale szkoła i gównoburza w klasie. I wiecie co? IRYTACJA. Tak. Dzisiejszy post, w towarzystwie pogodnych zdjęć, będzie o irytacji...
Nie wiem kto lubi to uczucie. Humor naburmuszonej księżniczki, ból głowy, chęć niszczenia i odizolowania się od innych osób. Chwila, w której nie masz ochoty na nic, a zwłaszcza na towarzystwo. I wtedy także sypią się inne rzeczy. A wszystko to wina, co jest najlepsze, naszego nastawienia. I doskonale zdajemy sobie z tego sprawę, co nas jeszcze bardziej irytuje. Takie błędne koło, z którego ciężko się wydostać. Później się tylko narzeka (taki paradoks - piszę zirytowana o narzekaniu narzekając na irytację, hm) i jeszcze bardziej irytuje. Do tego kłótnia z rodzicami i innymi, problem z zaśnięciem - tak, to także irytuje.
Ale nasuwa się teraz mi jedno, bardzo ważne pytanie. Co zrobić, aby trzasnąć tę wewnętrzną księżniczkę w twarz, aby się uspokoiła? No i teraz jest ciężko, bo to zależy co kogo relaksuje. Jeżeli mamy taką możliwość - wysiłek fizyczny. Ciężka muzyka i pogo z meblami. Ćwiczenia cardio (one są bardzo męczące), bieganie, rolki, joga... Wyżywanie się na czymś innym niż na rodzinie i chłopaku to zdecydowanie dobra opcja. Długa kąpiel z ulubioną muzyką, czekolada, ulubiony serial (ja stawiam na anime lub kreskówki z dzieciństwa), film... Lub po prostu kilka głębokich oddechów. Zachowanie spokoju i nie dopuszczenie emocji do siebie. Lepiej zachować spokój niż psuć sobie relacje z innymi. Nie bądź jak Tenebris, nie burcz na innych. 

A jakie są Wasze sposoby na irytację?


niedziela, 3 kwietnia 2016

Co u mnie?

Za miesiąc matura. Szczerze mówiąc ja nie czuję jakiegoś ostrego stresu w związku w tym. Mam koleżanki, które dosłownie śnią o tym i nie mogą po nocach spać od trzech miesięcy. A ja? Siedzę sobie z herbatą i piszę posta jakby nigdy nic. Owszem, uczę się, chodzę na korepetycje, ćwiczę matury ustne... Ale żeby jakiś większy stres? Nie. Przynajmniej na razie :p 
Robi się coraz cieplej, aż milutko. Na dworze spędzam całkiem dużo czasu robiąc zdjęcia, a właściwie się ucząc (te z dzisiejszego posta uważam za dobre), biegając lub pomagając na podwórku. Nie chce mi się siedzieć w domu, choć wiatr sprawił, że znowu się lekko przeziębiłam. Mam farta jak nie wiem co... 
 W szkole na niektórych przedmiotach ciągle gonimy z materiałem. Za chwilę wystawienie ocen i matura, a ty musisz się jeszcze uczyć na bieżąco z przedmiotów, których nie zdajesz na egzaminie. Jest to lekko irytujące. Ale cieszę się, że to już koniec. Mam wspaniałą klasę, super wychowawcę, ale na niektórych nauczycieli nie mogę już patrzeć. Poza tym zakończę pewien rozdział w moim życiu i zacznę zupełnie nowy. Mimo obaw związanych ze studiami jestem ich bardzo ciekawa! :)


A co słychać u Was? :)

Instagram