Przejdź do głównej zawartości

Top 5 sytuacji, które mocno denerwują!

Najbardziej irytujące zdanie na świecie? "Nie przejmuj się". No ale jak ja mam się, do kurwy nędzy, nie przejmować? Szczerze mówiąc to chyba moja najczęstsza reakcja. Dziś przedstawiam wam post z sytuacjami, na które bardzo często brak kulturalnych słów. I postaram się nie rzucać za dużo mięsem ;)
SYTUACJA NUMER 1:  Totalny brak czasu. Ciągła praca i załatwianie spraw papierkowych, ale jest jedna nadzieja - wolny wieczór w tygodniu, na który czekasz wykreślając dni w kalendarzu. Tego dnia spotykasz się z przyjacielem lub przyjaciółką na kawie, plotkach i filmie, czyli na rzeczach relaksujących na maksa. Jesteś w trakcie przygotowywania się, chwytasz klucze i nagle! BIIIIP BIIIIP! SMS. Okeeeeej, co się dzieje? Czytając wiadomość masz ochotę rozpieprzyć pół domu i zabić nadawcę. A wiadomość brzmi  : "Hej. Niestety nie mogę się dziś z Tobą spotkać, bo spotkałam XYZ, a dawno się nie widzieliśmy. Następnym razem, ok?". Excuse me? Nie widziałyśmy się ponad miesiąc, zaraz wyjeżdżamy na studia, a Ty mnie w taki sposób olewasz? Sorry, ale następnego razu nie będzie! I lepiej do mnie nie podchodź...

SYTUACJA NUMER 2: Jesteś fotografem. Nie jest to twoja praca, ale hobby i wkładasz w to swój czas oraz poświęcenie. I nagle pojawia się ona - księżniczka-modeleczka. Najpierw umawia się z tobą na dany termin i 8 godzin przed sesją twierdzi, że jutro pogoda będzie nieteges i nie opłaca jej się przyjeżdżać. Pogoda? Jest idealna, no ale jednak przekładacie. Dupę zawraca ci na kolejny termin i znowu, ojej, tym razem coś jej wypadło! Dobrze, że napisałaś! W nocy... Na kilka godzin przed sesją... Zapamiętaj - nie zawracaj mi dupy dla swojego kaprysu. Nie ty musisz zmieniać na gwałt plany i nie musisz znosić mojego podłego humoru przez cały dzień...

SYTUACJA NUMER 3: Idziesz do małego sklepu. Potrzebujesz pewnej rzeczy, którą akurat musi podać sprzedawca. Kobitka szuka czegoś w papierach, więc kulturalnie stajesz i czekasz, aż skończy. Nagle podnosi na ciebie obrażony wzrok i burczy agresywnie "coś podać?!". Uprzejmy uśmiech powoli zmienia się w wymuszony, ale kulturalnie prosisz o daną rzecz. Babka podaje ją, a raczej rzuca, kasuje, warczy kwotę, odbiera wkurzona pieniądze i oddaje resztę. Okej. Może i ma gorszy dzień, tylko czemu zawsze wtedy, kiedy odwiedzam ten sklep? Radośnie (?) mówisz "do widzenia", a odpowiada ci w sumie to samo, ale tonem mówiącym "wypierdalaj". Tego już za wiele. Coś ci nie pasuje? Kup sobie wibrator, skoro facet lub ręka już ci nie starcza! Nie mam obowiązku znosić twoich fochów. A, obym zapomniała! To twoja praca i dostajesz za to pieniądze. Szkoda by było, jakby szef cię zwolnił... szmato. 

SYTUACJA NUMER 4: Na umówioną wizytę czekasz ponad dwa miesiące. Wizyta będzie dopiero po południu, więc masz czas się wyspać, zjeść, umyć się... Eeee, gówno prawda. Budzi cię telefon i informacja, że za godzinę masz wizytę, bo ktoś zaniemógł i akurat ty musisz zając miejsce tej osoby. Cudem robisz wszystko w kilkanaście minut i wsiadasz wkurzony na rower. Przychodnia jest oczywiście na drugim końcu miasta. W piętnaście minut dostajesz łatkę wariata rowerowego, ale jesteś na czas. I co z tego, skoro musisz czekać? A wizyta trwa 10 minut. Co załagodziło sytuację? Fakt, że badania nie wykryły niczego poważnego...

SYTUACJA NUMER 5: Po wyjeździe masz zamiar wrócić do domu. Sprawdzasz trasę pociągów na internecie i wszystko gra.. dopóki nie kupujesz już biletu i słyszysz magiczne słowa "pociąg jest opóźniony o pół godziny". Aha? To fajne informacje macie w tym internecie! No nic. To jeszcze nie tak źle. Siadasz na peronie i czekasz. Za chwile pojawia się informacja, że nie pół godziny, a czterdzieści minut! Za jakiś czas kolejna i kolejna... No super, godzina obsuwy!  Do tego jest zimno, a w drugim mieście masz przesiadkę. W końcu jest, ale gramoli się jak cholera. Do tego miasta dojeżdża o godzinie odjazdu drugiego pociągu lub autobusu. Kolejną godzinę czekasz w mieście nie wiedząc, czy plan jest aktualny i będzie to ostatnie połączenie do twojego miasta. I robi się ciemno, i zimno, a ty nie masz w bagażu niczego cieplejszego. Nosz kurwa mać! Do tego te żule zawracające ci dupę na dworcu... Ktoś tu ma szczęście, że autobus podjechał. I że jeszcze mam resztki samokontroli...
Znacie ten ból? Jeśli macie swoje historie podnoszące ciśnienie - śmiało się dzielcie nimi ze mną, powkurzamy się razem ;)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

HAUL ROSSMANN 2017! + Hebe

Witam Was w kolejnym poście! Mam ogromną przyjemność zaprosić Was na haul zakupowy z Rossmanna. Jak każdy doskonale wie - w tym roku jest tylko jeden tydzień promocji na wszystko, ale jest możliwość rabatu nawet do -55% z Klubem Rossmann. Głupio byłoby nie skorzystać, więc i ja skusiłam się na tę aplikację :)
Moje zakupy, przynajmniej do tej pory, to dziewięć rzeczy i tylko trzy nadprogramowe. Zastanawiam się nad jeszcze jakimś zakupem, ale mam czas do 28 kwietnia :) Zaoszczędziłam sporo, gdyż bez promocji wydałabym ponad 300zł! Zdecydowałam się kupić rzeczy konkretne, ale droższe, więc trochę tego wyszło. Mam w planie nagrać z tego film, ale najpierw przetestuję program do zmiany pliku. Trzymajcie kciuki, bo mam w planie powiedzieć tam troszkę więcej! :)  1. Paletka Maybelline The Nudes - Lubię paletki cieni, zwłaszcza, że w moim makijażu kreski są rzeczą zbędną, a lubię mieć fajnie podkreślone oko. Słyszałam o niej sporo dobrego, a i kolorki mi się spodobały. Mam nadzieję, że będzie…

Nowości kosmetyczne!

Cześć, cześć! Bardzo dawno nie było na moim blogu haulu, a zwłaszcza kosmetycznego. Ostatni typowy wpis z nowościami był chyba w listopadzie, więc zdecydowałam się wrócić do tego typu postów. Akurat uzbierało mi się kilka ciekawych rzeczy, więc jeśli jesteście ciekawi, co trafiło do mojej kosmetyczki, to  zapraszam do dalszej części posta! Zacznę od żeli do kąpieli. Żel z Dove o zapachu kokosa mam już od listopada, ale jeszcze go nie używałam. Pachnie przepięknie. Niestety nie znam jego ceny, gdyż dostałam go w prezencie. :) Za to żele z Le Petit Marseillais zakupiłam na promocji z okazji Dnia Kobiet - dwa w cenie jednego (czyli za 14zł). Zdecydowałam się na zapach waniliowy oraz brzoskwiniowo-nektarynkowy. Mają bardzo ładne zapachy. Jeśli mam być szczera, to nigdy wcześniej nie miałam z nimi większej styczności i nie wiem czego się spodziewać. Używaliście produktów tej firmy? Koniecznie dajcie mi znać!  Produktów do twarzy mam kilka i aż trzy z nich to dla mnie ogromne nowości. Różo…

Golden Rose: LIP MARKER Ultra Lasting Color - nowość!

Kilka lub kilkanaście dni temu Golden Rose wypuściło nowy produkt do ust. Kiedy tylko zobaczyłam mówiący o tym post na facebooku od razu zaczęłam się interesować co, za ile, gdzie i jak. Następnego dnia pobiegłam po zajęciach do galerii i na stoisko tej firmy. Szybko odnalazłam w gąszczu szminek tę konkretną rzecz. Porobiłam mini swatche, pomyślałam i kupiłam jedną na wypróbowanie. Co to takiego? Mowa oczywiście o matowych markerach do ust! Jesteście ciekawe mojej opinii? Zapraszam do dalszej części posta!


Od producenta:
Pomadka do ust w markerze na bazie wody tworzy na ustach wyraziste wykończenie. Lip Marker rozprowadza się bardzo łatwo, wysycha w zaledwie kilka minut, a dodatkowo nie jest wyczuwalny na ustach. Dzięki długotrwałej formule utrzymuje się nawet do 12 godzin, a jednocześnie nie rozmazuje się i nie wysusza ust. Pomadka została wzbogacona o ekstrakt z aloesu i witaminy E. Specjalnie zaprojektowana końcówka pozwala na obrysowanie konturu ust, a także wypełnienie ich kolorem…