sobota, 25 lutego 2017

Golden Rose: LIP MARKER Ultra Lasting Color - nowość!


Kilka lub kilkanaście dni temu Golden Rose wypuściło nowy produkt do ust. Kiedy tylko zobaczyłam mówiący o tym post na facebooku od razu zaczęłam się interesować co, za ile, gdzie i jak. Następnego dnia pobiegłam po zajęciach do galerii i na stoisko tej firmy. Szybko odnalazłam w gąszczu szminek tę konkretną rzecz. Porobiłam mini swatche, pomyślałam i kupiłam jedną na wypróbowanie. Co to takiego? Mowa oczywiście o matowych markerach do ust! Jesteście ciekawe mojej opinii? Zapraszam do dalszej części posta!


Od producenta:
Pomadka do ust w markerze na bazie wody tworzy na ustach wyraziste wykończenie. Lip Marker rozprowadza się bardzo łatwo, wysycha w zaledwie kilka minut, a dodatkowo nie jest wyczuwalny na ustach. Dzięki długotrwałej formule utrzymuje się nawet do 12 godzin, a jednocześnie nie rozmazuje się i nie wysusza ust. Pomadka została wzbogacona o ekstrakt z aloesu i witaminy E. Specjalnie zaprojektowana końcówka pozwala na obrysowanie konturu ust, a także wypełnienie ich kolorem. Aby dodać ustom błysku można nałożyć dodatkowo pomadkę, błyszczyk lub balsam.


Moja opinia:
Od razu muszę przyznać, że spodziewałam się jakiejś wielkiej petardy i nieco się rozczarowałam. Niestety tak się zdarza po wysłuchaniu wszystkich znakomitych opinii. Ta pomadka w markerze miała być tak trwała, że wgryzie się w skórę i będzie kłopot ze zmyciem jej przez dwa dni... I tutaj właśnie bańka prysła. Może powodem jest to, że te pomadki są trwałe w zależności od osoby? Przecież usta ustom nierówne... W moim przypadku niestety się "nie wgryza". Swatche z ręki zeszły mi przy myciu włosów zwykłym szamponem, a kolor z ust zjadał mi się z każdym pokarmem, więc finalnie musiałam produkt dołożyć po kilku godzinach (miałam już wtedy jakby kolorowy kontur ust). Kolejną kwestią jest fakt, że potrzeba odpowiednio przygotować usta pod marker. Wtedy trzyma się on troszeczkę dłużej, ale nadal pupy nie urywa.

Jednak nie jest ona wcale taka zła. Końcówką można precyzyjnie nałożyć produkt i nie zużywa się go dużo. Dziwny zapach ulatnia się od razu i nie przeszkadza na dłuższą metę. Nie rozmazuje się, szybko zasycha. Ogromnym plusem dla wszystkich noszących okrągłe kolczyki w wardze będzie to, że pomadka nie rozetrze się o kolczyk i przy jego nakładaniu. Kolory są bardzo ładne i łatwo wybrać coś dla siebie...Jednak goryczka pozostała i troszeczkę żałuję zakupu, głównie przez jego cenę. Może potrzebuję czasu, aby się do niego przekonać?

(dwa zdjęcia w zestawieniu od góry: od razu po nałożeniu, po kilku godzinach, obiedzie i napojach)

Zalety:
-piękne kolory
-precyzyjna końcówka
-wydajność
-szybko zasycha
-nie rozmazuje się
-nie zostawia śladów


Wady:
-cena (około 27zł)
-trwałość - u mnie nie jest jakaś fenomenalna jak podobno jest u innych

(dwa zdjęcia w zestawieniu od góry: od razu po nałożeniu, po kilku godzinach, obiedzie i napojach)
        
Tak jak już wspomniałam - troszkę żałuję zakupu. Będę ją nosić dalej, ponieważ to co tutaj opisałam to moje pierwsze wrażenie po kilku dniach. Mam nadzieję, że znajdę na nią odpowiedni sposób, aby ją dobrze wykorzystać. Czy polecam? Bardziej jako ciekawostkę, ale są produkty, które mocniej przypadły mi do gustu... A Wy? Próbowaliście już może tej nowości? Macie o niej jakieś opinie? Koniecznie piszcie w komentarzach!

piątek, 17 lutego 2017

WINTER LOOKBOOK #12


Zdjęcia z dzisiejszego posta zrobiłam w Walentynki. Tego dnia miałam ochotę ubrać się na czarno i stworzyć mroczniejszą stylizację. Pomyślałam jednak o tym, że w miejscu, w którym miałam przebywać, mogłoby być to odebrane nieco inaczej, gorzej... W czerni potrafię wyglądać groźnie, zwłaszcza podczas nudzenia się. Dlatego ciemny sweter schowałam do szafy na inną okazję. Zdecydowałam się na ten, który już widzieliście w tym poście. Z drugiej strony to dobra okazja, aby założyć go do bardziej dziewczęcej odsłony, prawda?

Ponownie dobrałam do niego nowe czarne rurki, tym razem z innego materiału i w intensywniejszym kolorze. Podwinęłam nogawki tak, aby widać było czarne skarpety w paski. Ostatnio było całkiem trendy pokazywanie oczojebnych skarpeciochów, ale ja dopiero przekonuję się do tej mody i nie chciałam, by aż tak zwracały na siebie uwagę. Póki co podoba mi się jak są neutralne. :) Sweter wpuściłam z przodu w spodnie i ujawniłam pasek, który też jest ciekawym elementem w stylizacji. Do tego dziewczęcy koczek i delikatna biżuteria. Tak oto powstał idealny zestaw na randkę, spotkanie, do szkoły lub zwyczajnie na co dzień :)
spodnie - ze sklepu Magnolia
sweter - Pull&Bear
botki - Tamaris
skarpety - targowisko
kolczyki - Claire's
naszyjnik - Sinsay

A Wy co sądzicie o takiej stylizacji? Podobają się Wam wystające skarpetki? Piszcie koniecznie w komentarzach! <3

piątek, 10 lutego 2017

Golden Rose: LONGSTAY Liquid Matte Lipstick - recenzja


Matowe pomadki od Golden Rose to absolutny hit od kilku konkretnych miesięcy. Ale co je czyni tak wyjątkowymi? - zapytają pewnie osoby, które ich jeszcze nie znają. Chcecie wiedzieć? Czytajcie dalej!


Matowymi pomadkami tej firmy zainteresowałam się po obejrzeniu jednego z filmików Red Lipstic Monster. Szczerze uwielbiam tę kobietkę, więc od razu stwierdziłam, że muszę mieć chociaż jedną z nich. Przy najbliższej okazji zakupiłam swoje pierwsze cudeńko. Zgodnie z poradami Ewy postarałam się nałożyć go niewiele. I faktycznie! Niewielka ilość kosmetyku wystarczyła na dokładne pomalowanie ust bez żadnych prześwitów naturalnego koloru. Do tego trwałość. Zero śladów na szklankach, na policzkach chłopaka, normalnie szok! Miałam już całkiem trwałą pomadkę z Rimmel'a, ale nawet ona zostawiała ślady. Byłam zachwycona! Dlatego też po zdaniu sesji, w ramach nagrody, zakupiłam kolejne dwie sztuki. :)


Od producenta: Golden Rose Matowa Pomadka w Płynie. Gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem, bez uczucie przesuszenia i lepkości. Po aplikacji należy odczekać chwilę, by uniknąć rozmazania.

Opis ze strony internetowej GR:

Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości.
Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie.
Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu.

Moja opinia: Jak już pisałam wcześniej - jestem nimi zachwycona! Dzięki dodatkom w postaci witaminy E oraz oleju z awokado usta nie są strasznie przesuszone jak po innych matowych produktach. Kremowa konsystencja i aplikator pomagają w równomiernym rozprowadzeniu pomadki. Co do precyzyjności się nie odezwę - zdarza mi się wyjść za linię, ale myślę, że to kwestia praktyki. :)
Trwałość jest na prawdę dobra! Wiadomo, że przy jedzeniu i piciu będzie się zjadać od wewnątrz, ale nie jest to aż tak silne jak u zwykłych pomadek. Wiadomo, że przy ciemnych kolorach będzie to widać o wiele szybciej. Zależy też co jemy - od tłustych potraw nasza pomadka zacznie się rozpływać. Tak samo tłustym olejkiem/płynem micelarnym/czymkolwiek do demakijażu zmywanie jej powinno iść szybciej. Przy zwykłych, lub przynajmniej popularnych garnierowych płynach micelarnych trochę to trwa, trzeba intensywnie trzeć, aby kolor zszedł. Strasznie wżera się w skórę, co może być zarówno plusem jak i minusem :)
Produkt jest bardzo wydajny! Mamy go 5,5ml, a bardzo niewielka ilość starcza na dokładne pokrycie ust. To bardzo dobrze, ponieważ jeżeli kolor nam się wyraźnie zetrze/zje to i tak trzeba usunąć całość z warg, aby nałożyć warstwę. Jeżeli nałożymy na istniejącą już warstwę... Pamiętacie challenge lip mountain nagrany przez Red Lipsic Monster? :)
Kolory pomadek są bardzo ładne, ale ja niestety musiałam się delikatnie natrudzić, aby wybrać coś dla siebie. Róże pasują wielu osobom, ale są i tacy, którzy w nich wyglądają po prostu źle. Ja niestety zaliczam się to tego grona. Dlatego mam wrażenie, że moja kolekcja poszerzy się o jeden, może dwa kolory w przyszłości. 


Zalety:
-trwałość; nie zostawia śladów na przedmiotach i skórze, trzyma się na ustach kilka godzin
-cena; na stoisku i stronie GR pomadki kosztują 19.90 zł
-wydajność; niewielka ilość kosmetyku pokrywa dokładnie całe usta
-zapach; jest przyjemny, nie drażni
-konsystencja; łatwo się rozprowadza, kremowa
-aplikator; miękki, w miarę precyzyjny
-nie lepi się

Wady:
-może wysuszać usta, zwłaszcza w mrozy!
-podkreśla skórki, nie nadaje się do ust spierzchniętych 
-trochę się trzeba natrudzić, jeżeli chcemy zdjąć pomadkę z ust
-kolory; większość z nich to odcienie różu, a w różach nie każdemu jest ładnie (tak jak i mi...)
-jeżeli pod pomadkę nałożymy pomadkę ochronną to może zostawiać na rzeczach ślady (proponuję nałożyć ją około pół godziny przed nałożeniem longstaya!)

Obecnie mam trzy pomadki z tej serii:


Numer 11 to mój idealny nudziak. Pojawił się on jako pierwszy w mojej kolekcji. Nie jest za jasny, ani za różowy. Bardzo fajny odcień. Lubię go nosić na co dzień, pasuje do większości makijaży. Noszę go o każdej porze roku, ponieważ idealnie pasuje do bladej skóry oraz do opalonej.


Numer 10 był moim marzeniem. W lato nie mogłam sobie na niego pozwolić, ponieważ byłam do niego zbyt opalona. W zimę jest w sam raz. Jest to kolor jakby szaro-fioletowy, specyficzny i nie każdemu przypadnie do gustu. Lubię go określić jako "trupi" :) Zwraca uwagę, ponieważ jest to właśnie "coś innego". Na pewno nie będzie pasował do większości makijaży i ciemnej cery.


Numer 15 jest moją najciemniejszą pomadką. To pieruńsko ciemny fiolet. Mocno skupia na sobie uwagę, nie ma co. Niestety każde wyjście za kontur jest widoczne i trzeba szybko reagować jeśli coś takiego się wydarzy. 

A Wy lubicie matowe pomadki z GR? Macie takie w swojej kolekcji? A może to Wasz koszmar? Dzielcie się swoją opinią w komentarzach!

piątek, 3 lutego 2017

Moje kosmetyki do pielęgnacji ust!

 Jestem miłośniczką produktów do ust. Tych dobrych, oczywiście. Produkt dobry jest dla mnie trwały, nie zostawiający uczucia "oleju" na ustach oraz wydajny. Zimą moja kolekcja zwiększa się, ponieważ lubię testować nowości i wynajdować perełki, które ochronią moje usta przed pękaniem. Dziś przygotowałam właśnie post o tegorocznej kolekcji pielęgnacyjnych balsamów. Są w niej buble i moje cudeńka, bez których nie mogę żyć :) Od razu napiszę, że nie jestem specjalistką. Wszystko, co tutaj będzie napisane, jest moją subiektywną opinią :)
 Zacznę od bubla. I smutno mi, że pojawił się aż taki w mojej kolekcji. Nie jestem go w stanie zdzierżyć na ustach, po prostu nie! Wazelina kosmetyczna z Bielendy okazała się moim arcywrogiem. Szybko ucieka z ust, ale pozostawia po sobie uczucie... taniego smalcu. Właściwie to nie widzę różnicy czy smaruję się tym kosmetykiem, czy smalcem (taką też ma konsystencję)... Zapach jest irytujący. Na mrozy się nie nadaje, bo szybko znika, nie nawilża, nie chroni. Szkoda. Jedyny plus jest taki, że była tania. Spróbuję używać jej do innych celów, ale nigdy więcej jej nie kupię...
 Tender Care z Oriflame o zapachu wanilii. Zapach jest piękny, ale jego konsystencja również jest trochę smalcowata. W przeciwieństwie do wazeliny z Bielendy utrzymuje się na ustach (nie jakoś super długo, ale jednak)  i odżywia! Nie jest to najtańszy produkt, ale za to w miarę porządny i bardzo wydajny.
 Baby Lips od Maybelline jest dobra na lato. I po domu. Nie utrzymuje się długo na ustach, ale za to je nawilża. Do tego ma bardzo ładny zapach, co jest zdecydowanie plusem! Kosztuje około 10 zł i jest wydajna.
Greiphrutas naturalus lupu balzamas to nic innego niż naturalny balsam do ust z grejpfrutem. To produkt litewski i niestety niedostępny w Polsce, a na pewno nie stacjonarnie. Ja kupuję go regularnie co roku podczas wyjazdu do Kowna na straganach, podczas festynu. Balsam bardzo odżywia usta, chroni je i długo się trzyma. Jest też wydajny i tani, bo kosztuje tylko 1.50 euro. Jeżeli kiedyś będziecie mieli możliwość zakupu tego produktu to jak najbardziej polecam!
Balsam z FM z serii Body Sign, o zapachu cream & blackcurrant to u mnie duża nowość. Na początku stosowania byłam sceptyczna, jednak teraz jest zupełnie inaczej. Produkt chroni usta i je porządnie odżywia, po nałożeniu przez dłuższy czas nie odczuwam potrzeby nałożenia kolejnej warstwy. Zanim tak się stało to musiałam "zeskrobać" wierzchnią warstwę kosmetyku... Balsam jest bardzo wydajny i przecudownie pachnie, aż chciałoby się go zjeść :)
Ostatni kosmetyk to mój hit! Nie mogę się z nim rozstać. Wazelina biała z ziaji to mój najtrwalszy produkt, który najbardziej chroni usta przed pękaniem nie tylko w mroźne i wietrzne dni. Jest bardzo wydajny i mega tani, a do tego jest go dużo (30ml). Zostawia najmilsze uczucie na ustach po nałożeniu. Ta sztuka jest nowa, ponieważ stara mi się zgubiła, a używałam jej długo i nie doszłam nawet do połowy! Gorąco polecam!

Używaliście tych kosmetyków? Macie o nich jakieś zdanie? A może macie swoje hity? Piszcie koniecznie w komentarzach co polecacie, a ja chętnie wypróbuję :)

Instagram