sobota, 13 maja 2017

SPRING LOOKBOK #18


 
Dzień dobry! Pogoda nareszcie przypomina tę majową! Choć muszę przyznać, że te zdjęcia były robione około dwóch tygodni temu i troszkę zmarzłam. Chciałam jednak wykorzystać obecność mojego chłopaka i wizję - zdecydowane lepiej mi idzie realizacja sesji w stanie wysokiego zainspirowania. ;) 
Zanim przejdę do opisu mojej stylizacji chcę poinformować Was o jednej rzeczy, dla mnie mocno irytującej i przygnębiającej - już tak dobrze mi szło! Mam ogromne problemy z instagramem. Na początku ciągle mnie wywalało i musiałam się logować. Później nie chciał mi się włączyć pomimo resetowania i kilkudniowych przerw. Postanowiłam go usunąć z telefonu i zainstalować ponownie, bo żaden sposób nie chciał działać. W tym momencie nie chce się ponownie zainstalować, są błędy, bardzo mocno irytująca sprawa. Jeżeli ktoś coś wie, miał podobny problem i zna rozwiązanie to bardzo proszę o informacje... Dodam tylko, że mam "najwspanialszy system świata", czyli Windows 10, który mi się zaktualizował przed problemami z instagramem... Ech. 
Druga kwestia to fakt, że pojawię się najpewniej po 1 czerwca, mam trochę pracy na studiach i kilka wyjazdów, więc chcę się skupić tylko na tych rzeczach i wrócić ze zdwojoną siłą! :)
Stylizacja jest codzienna, bardzo wygodna. Zdecydowałam się na moje ulubione rurki i buty Nike, które kupiłam kiedyś w lumpeksie za 36 zł! :) Białą bluzkę o ciekawej fakturze kupiłam kilka lat temu dopiero zaczynam w niej całkiem często chodzić. Narzutka a'la kurteczka ma cudowny pastelowy kolor i jestem w niej bardzo zakochana! W ciepłe dni będę ją nosić często! Torebkę, którą tu widzicie, mam od nie wiem ilu lat i noszę ją często, ale dziwnym trafem, kiedy wychodzę na zdjęcia, zawsze biorę tę w panterkę. Postanowiłam to zmienić! Ta torebka to klasyk mojej garderoby!
 
 
 
 
buty - Nike, sh
torebka, narzutka - nn
bluzka - sh
spodnie - sklep Magnolia
naszyjnik - H&M

sobota, 6 maja 2017

Big shopping haul! - Rossmann, Natura, Jysk i inne!

 Cześć! Witam Was serdecznie w nowym poście! Dziś wracamy do zakupowego szału rossmannowego, ale nie tylko! Możemy śmiało potraktować ten post jako kontynuację pierwszego haulu z Rossmanna - TUTAJ! Zastanawiałam się wtedy czy odwiedzić jeszcze raz drogerię, czy w ogóle czegoś jeszcze potrzebuję. Decyzja padła, pieniądze wydane. A że trochę się tych rzeczy uzbierało i mam całkiem fajną informację dla osób z deficytem pędzli, postanowiłam zrobić o tym post! 
Zacznę jednak nie od kolorówki, ale od pielęgnacji. Matujący krem normalizujący z zieloną herbatą od Green Pharmacy wyczaiłam w Auchanie, ale w kolejnych dniach zauważyłam go także w drogerii Natura. Kupiłam go w tym pierwszym sklepie, kosztował mnie około 10zł. Pachnie fajnie, jest wydajny, nakłada się go szybko i równie szybko się wchłania. Bardzo mocno się z nim polubiłam! Natomiast dezodorant w kulce Fa sport to dla mnie "nowość", a raczej przypomnienie sobie marki. Nie miałam go od wielu lat, zazwyczaj stawiam na dezodoranty w kulce Nivea. Skusiłam się także na Turbo Koncentrat NA CELLULIT od Perfecta. Postanowiłam wrócić do tego typu produktów, gdyż z ćwiczeniami fajnie ujędrniają skórę. Kosztował także około 10zł i zdobyłam go w Biedronce.
Po drobnym wypadku w przewożeniu kosmetyków do mojego rodzinnego domu poprzedni olejek do włosów w większości mi się rozlał. Korzystam z niego bardzo często, więc wolałam dokupić zapas. Tym razem skusiłam się na olejek tej samej firmy, czyli Marion, ale z migdałami i dziką różą (poprzedni jest m. in. z olejkiem jojoba). Na promocji kosztował mnie 5zł i ciekawa jestem czy będzie tak samo świetny jak reszta :)
Choć szał na kabaretki trwa od długiego czasu ja kupiłam je dopiero teraz. Dlaczego? To ja powinnam się zapytać sklepów, dlaczego mają tylko kolor naturalny, czyli beżowy, zamiast czarnego. A jak już jest ten kolor czarny, to tylko dla dziewczyn tak chudych, jak ja byłam w podstawówce. Na wszystkie miesiące poszukiwań udało mi się je złapać w jedynym sklepie na targowisku. Mam nadzieję, że będą się nosić dobrze!
Teraz coś, co kupiłam już dłuższy czas temu. Olejek z Eveline powiększający usta 8w1 usta powiększa tylko optycznie, ale fantastycznie odżywia usta, za co ma ogromny plus. Kosztuje około 10zł i dorwałam go w Biedronce. Tak samo z serum powiększającym do ust od Bell. Jest dostępne w każdej Biedronce, ale jako że jest to edycja limitowana jeszcze w maju powinna być na półkach. Pozostawia po sobie fajne uczucie "pieczenia", które często towarzyszy tego typu produktom. Kosztowało 9zł. 
Na balsam do ust z Bielendy namówiła mnie koleżanka z roku. Cieszę się, że uległam namowom, gdyż ten balsam jest świetny. Pięknie pachnie, smakuje i zostawia delikatny kolor. Kupiłam go na jakiejś promocji
w Rossmannie, jeszcze przed wyprzedażami. Za to regenerujące serum do paznokci od evree zdobyłam w Carrefourze za 15zł. Chcę odejść od odżywek z Eveline, gdyż pomagają mi one tylko na chwilę. Serum jest całkiem ciekawe, ale żeby powiedzieć o nim coś więcej, muszę przejść całą kurację :)
I teraz coś, co tygryski lubią najbardziej! Przez wiele lat używałam do malowania się tylko czterech pędzli
i gąbeczki. Promocje na pędzle to miód na moje serce i doskonała okazja na powiększenie swojej kolekcji. Aktualnie do 10 maja trwa na nie promocja w drogerii Natura! Gorąco polecam skorzystać! Ja na początku skusiłam się na pędzelek do brwi z serii proffesional. Używam go do malowania dolnej powieki, ale jestem przekonana, że będzie doskonały także do brwi. Gdy skuszę się na jakąś pomadę to na pewno dokupię sobie jeszcze jeden! Pędzli do różu i podkładu jeszcze nie używałam, ale jak można zauważyć na zdjęciu pędzel do różu jest z serii classic. Niestety tego typu pędzle z serii professional były w stanie opłakanym i bałam się, że od razu się zniszczą. 
Co do kosztów to pędzelek do brwi na promocji kosztował około 6zł, do podkładu 15zł, a do różu 13zł. W Rossmannie też było przecenionych kilka pędzli i skusiłam się na kabuki. Kosztował do 10zł 
i sprawdza mi się bardzo dobrze! 
Teraz czas na -49% i -55% w Rossmannie i -40% w Naturze na wybrane kosmetyki. W Rossmannie wylądowałam łącznie cztery razy. Za dwoma kolejnymi razami szukałam konkretnych rzeczy, ostatni raz to wypadek przy pracy. Natura zaś była dla mnie ważnym punktem, gdyż w całym Rossmannie nie było bronzera w chłodnym odcieniu. Przejdźmy to łupów!
Zacznę od Rossmanna. Za drugim razem szukałam kredki do brwi brow satin od Maybelline. Nigdzie nie mogłam znaleźć mojego koloru i dopiero w rodzinnym mieście udało mi się ją złapać. Za trzecim razem ruszyłam po drugi korektor, choć tym razem zdecydowałam się na ten w buteleczce również marki Bell Hypoallergenic. Z koszyka udało mi się wygrzebać popularny rozświetlacz od Lovely w kolorze silver i bardzo się z nim polubiłam! Nigdy nie miałam tak znakomitego rozświetlacza. Kupiłam także bazę na zaczerwienienia od Lirene. Jest całkiem fajna, ale spodziewałam się czegoś więcej. Może pod podkładem zachowa się inaczej, bo póki co używam kremu bb :)
Czwarty raz był niechcący i przypadkiem kupiłam kolejną matową pomadkę - tym razem marki pupa. Ma perfekcyjny czerwony kolor! Miałam ją na ustach na tym zdjęciu.
W Naturze kupiłam bronzer z KOBO. Ma idealny odcień, bardzo fajnie u mnie wygląda, ale trochę się pyli. Jednak nie żałuję i bardzo go lubię :)
Ostatnią rzeczą jest ten koszyk. Kupiłam go w Jysku za 15zł! Mam dwie sztuki. Jedną kupiłam do zdjęć, 
a drugą przeznaczę na kosmetyki do pielęgnacji.
To już wszystko z moich szalonych zakupów. Co ostatnio wpadło w wasze łapki? Mieliście coś z tych rzeczy? Piszcie mi w komentarzach! 

Instagram